Fińskie dzieci uczą się najlepiej – Timothy D. Walker

Przyznaję, nie tego się spodziewałam! Sięgnęłam po tę książkę z nadzieją że wyjaśni mi fenomen nordyckiego modelu oświatowego. A także przedstawi analizę badań PISA (Programme for International Student Assessment) omawiając wyniki, jakie osiągnęły w nich fińskie dzieci na przestrzeni ostatnich 17 lat.
No cóż, pozwoliłam puścić wodze fantazji, bo to o czym faktycznie jest ta pozycja zdradza pytanie w podtytule: Co możemy zrobić, by nasze dzieci były szczęśliwsze, wierzyły w siebie i lubiły szkołę?  Sugerując nic innego, jak… poradnik. Niestety!

AMERYKAŃSKI NAUCZYCIEL W FIŃSKIEJ SZKOLE

Historia Timothy’ego D. Walker’a jest niezwykle książkowa i przewidywalna. Po kilku latach pracy jest bliski wypalenia zawodowego i wyjeżdża z rodziną do Helsinek. Tam dostaje posadę w jednej ze szkół podstawowych i z uwagą śledzi odmienne podejście do nauczania. Wynikiem jego pracy i kilkuletnich obserwacji jest książka Fińskie dzieci uczą się najlepiej.
Ale… kiedy się ją czyta ma się nieodparte wrażenie, że każda z tych 33 rad jest aż nazbyt oczywista i… powtarzająca się wszędzie tam, gdzie może się powtórzyć. Momentami poruszany temat urywa się w pół zdania, jakby autorowi brakowało argumentów, zaś innym razem roi się od, wywoływanych w ten sam sposób, retrospekcji będących początkiem drogi zawodowej w USA.

Temat jest niezwykle interesujący i obszerny, a Fińskie dzieci miały szansę stać się ważnym głosem w debacie na temat efektywnych modeli oświatowych oraz wzbogacić rynek wydawniczy o spójną, merytoryczną pozycję. Posłowie mieszczące się na niecałych 10 stronach jest bardziej wartościowe niż główna treść, ale… Uważam, że w każdej książce, nawet tej rozczarowującej, można znaleźć coś wartościowego. Tak było i tym razem, bo kilka rozdziałów rozjaśniło kwestie, które mnie od dawna nurtowały.

CZEGO SIĘ DOWIEDZIAŁAM?

Że jest kilka naprawdę fantastycznych inicjatyw, które (w idealnym świecie) powinny zostać wprowadzone we wszystkich szkołach! Przede wszystkim Finlandia udowadnia, że placówki powszechne nie tylko mogą, ale i powinny, zapewnić każdemu dziecku edukację na równym poziomie bez względu na różnice społeczno – ekonomiczne. Wspierając je tym samym w rozwijaniu naturalnych predyspozycji, talentów i kształtującej się osobowości. Brak szkół prywatnych oraz konkurencyjności budzi ogólne przekonanie, że wszystkie szkoły bez wyjątku są po prostu dobre. A także, że dzieci, bez względu na swoje pochodzenie i status materialny dysponują potencjałem, który przy odpowiednim wsparciu pozwoli im uzyskać dobre wyniki w nauce.

Nie bez znaczenia jest także przygotowanie zawodowe nauczycieli, które w latach 80. przeniesiono z college’ów na uniwersytety. Miało to pozytywny wpływ na ich rozległe kwalifikacje, umożliwiające pełnienie szerszego zakresu obowiązków. W stosunku do pedagogów rosły nie tylko społeczne oczekiwania – delegowano na nich również odpowiedzialność za kształt fińskiej oświaty. Efektem jest prestiż, zaufanie i atrakcyjność jaką budzi nauczanie, wśród młodych ludzi przystępujących do wyboru studiów.

Teach for America, organizacja przyjmująca najlepszych amerykańskich absolwentów i wprowadzająca ich do systemu szkolnictwa, zapewnia pięć tygodni szkolenia. Zdobycie kwalifikacji do nauczania w fińskiej szkole podstawowej trwa pięć lat.

JEST INACZEJ

Mnie urzekły cztery aspekty, które faktycznie potwierdzają słowa: Możemy przygotowywać uczniów do egzaminów albo do życia. Wybieramy to drugie. W jaki sposób?

  • Zajęcia z gospodarstwa domowego, gdzie dzieci nabywają umiejętności techniczne, uczą się gotować i szyć. Mają do tego sale wyposażone np. w stanowiska do gotowania, zmywarki i pralki do prania brudnych fartuchów. Po wszystkim zostaje jeszcze dość czasu, by mogły w spokoju zjeść swoje potrawy. A waga tych przedmiotów jest nie mniejsza, niż nauka matematyki czy języków obcych.
  • Program Yrityskylä (Ja i Moje Miasto)* gdzie na sześciu tysiącach metrów kwadratowych przestrzeni, która ‚udaje’ miasto ze wszystkimi jego elementami, szóstoklasiści najzwyczajniej w świecie pracują w systemie zmianowym. Każdy przechodzi rozmowę kwalifikacyjną i zostaje mu przydzielony zawód. Kilka tygodni wcześniej dwunasto- i trzynastolatkowie uczą się przedsiębiorczości, a także zdobywają informacje o życiu zawodowym, postawach obywatelskich i ekonomii. Dzięki tej formie nauki niebagatelnie wzrasta poziom wiedzy ekonomicznej oraz świadome podejście do oszczędzania. To naturalne, że kiedy nauka w szkole przypomina naukę w prawdziwym świecie, dzieciom łatwiej dostrzec, jaki cel przyświeca ich pracy.
  • Fińska szkoła biwakowa będąca zwieńczeniem końca szkoły podstawowej. To na uczniach spoczywa odpowiedzialność zebrania, z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, funduszy na tę wyprawę. Z jednoczesnym przejęciem inicjatyw w organizowaniu np. wyprzedaży domowych wypieków czy szkolnej potańcówki. Wspólny cel spaja klasę oraz uczy pracy w grupie.
  • Perustella czyli uzasadnij, gdy odpowiadasz. Jak już wspomniałam nie ma typowych standaryzowanych testów, ale fińscy nastolatkowie są sprawdzani w ten niewiarygodnie prosty sposób. Spotykają się w toku swojej edukacji z dużą ilością pytań otwartych. A egzamin maturalny konfrontuje ich z wyrażaniem opinii na tematy trudne i kontrowersyjne.
Uczniowie regularnie muszą prezentować swoje podejście do zagadnień ewolucji, utraty pracy, diety, polityki, przemocy, wojny, etyki w sporcie, śmieciowego jedzenia, seksu, narkotyków i muzyki popularnej. Są to zagadnienia bardzo szerokie i niejednokrotnie wymagają wiedzy i umiejętności z zakresu wielu dyscyplin.

ALE TEŻ  BARDZO PODOBNIE

W mediach wciąż pokutuje wiele mitów, które dzięki tej książce udało mi się w mienjszym lub większym stopniu zweryfikować. Wyjątkowo często przywoływany jest brak prac domowych, które jednak są, ale sformułowane tak, by bez najmniejszych problemów mogły zostać wykonane samodzielnie. Prawdą jest także, że w Finlandii brak ogólnokrajowych obowiązkowych testów na koniec szkoły, ale nauczyciele organizują wewnętrzne sprawdziany by na bieżąco monitorować postępy i dawać uczniom feedback. A teraz najważniejsze, bo czas zejść na ziemię i przestać myśleć, że Finowie wymyślili koło na nowo:

(…) najpopularniejsze w Finlandii metody pracy z uczniami wcale nie są szczególnie nowatorskie. Nauczyciele zazwyczaj wybierają tradycyjny wykład. Do tego nawet pierwszoklasiści spędzają sporą część czasu lekcyjnego, wypełniając zeszyty ćwiczeń z rozmaitych przedmiotów.
Ten „przyziemny” obrazek nijak pasuje do wizerunku kreowanego przez światowe media.

DLA KOGO?

To książka napisana przede wszystkim z myślą o innych nauczycielach, a szczególnie tych… amerykańskich. Znajdą w niej bowiem wiele odniesień do systemu w którym uczą i rad jak wprowadzić do swoich zajęć powiew fińskiej świeżości i efektywności. Choć trzeba przyznać, że część z nich jest na tyle uniwersalna i nie ingerująca w zastany model edukacyjny, że sprawdzi się niemal wszędzie. Mogłaby to być również pozycja dla pedagoga, który do swojej pracy podchodzi z misją i ideałami. Jak wspomina autor – wszędzie można uczyć trochę po fińsku. Ale z pewnością rozczaruje tych, który spodziewają się merytorycznej rozprawy z analizami badań i odniesieniami do czynników społeczno-ekonomicznych, które ów system ukształtowały. Znajdziecie o tym maleńką wzmiankę w posłowiu Pasi’ego Sahlberg’a.

Najbardziej rozczarowuje fakt, że temat można było ująć na wiele rozmaitych sposobów i ubogacić go, bezcenną dla czytelników, funkcją poznawczą. Wszak książki nie pisał rodzimy nauczyciel, ale ktoś z zewnątrz kto sam po raz pierwszy spotkał się z tym, co stoi za hucznym sukcesem fińskich dzieci w badaniach PISA. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż do pamiętnego grudnia 2001 roku, szkoły podstawowe w tym nordyckim kraju były zwyczajnie krytykowane za… Tak, tak powolny acz zauważalny spadek wiedzy.

 

*Program Yrityskylä – jest pomysłem fińskiej organizacji non profit TAT, a jego koszty pokrywają Ministerstwo Edukacji i Kultury, władze miejskie, prywatne fundacje i garstka fińskich korporacji pojawiających się w miasteczkach podobnych do opisanego.